II Warszawski Przegląd Filmów Górskich i Podróżniczych - podsumowanie

Początki podobno bywają najtrudniejsze. A więc mam nadzieję, że główne kłopoty już za nami, skoro przed nami mamy już 3 edycję warszawskiego przeglądu. Trzeba przyznać, że losy II edycji wisiały na włosku, a decydując się na jego organizację, praktycznie wbrew zdrowemu rozsądkowi, naraziłem się na szereg zarzutów „o braku profesjonalizmu”. Trzeba było jednak wybierać, albo pasować i mieć święty spokój albo poderwać się do boju i wbrew wszelkim przeciwnościom losu spróbować, co w tej bez mała beznadziejnej sytuacji da się zrobić.

Duch zmierzenia się z poważnym problemem (paragórskim) jednak przeważył i cała lawina ruszyła. Brak było pieniędzy od sponsorów, a także osób mogących w pełni zaangażować się w organizację imprezy, nie mogłem za to narzekać na brak ciekawych prelegentów, a także interesujących filmów. Na szczęście w miarę zbliżania się do terminu imprezy rosły możliwości organizacyjne, pojawili się też (choć nieliczni) sponsorzy. Szkoda tylko, że tak późno, bo plakaty, czy inne płatne akcje informacyjne planuje się z dużym wyprzedzeniem. Stąd też w tym roku z frekwencją bywało różnie, zabrakło też ciekawej oprawy graficznej.

W tegorocznej edycji dał się dostrzec duch szybkich zmian technicznych. Odchodzi się coraz powszechniej od filmów w formacie Beta, a coraz częściej pojawiają się filmy na CD czy DVD, niestety w bardzo różnych formatach, co niejednokrotnie przysparza organizatorom sporo problemów. Po prostu niektóre z płytek „nie dają się otworzyć” a w innych przypadkach pojawia się kłopot z odpowiednim skonfigurowaniem komputera. Stąd też wynikały spore opóźnienia w programie, a także zmiany w repertuarze.

Może przejdziemy teraz do omówienia tego, co się podczas imprezy działo. A działo się sporo, aż żal ściskał, ze przy tak skromnej publiczności. Nie sposób chyba omówić wszystkich punktów programu, więc zatrzymam się tylko na tych ważniejszych. W czwartkowy wieczór, otwierający przegląd, zapewne najpełniej wybrzmiał film Jerzego Surdela „Zima 8250” z jesienno-zimowej wyprawy na Lhotse w 1974 roku. Ze wzruszeniem oglądało się naszych dawnych asów, których już nie ma między nami. A więc jeszcze raz archiwalia. Sporo widzów oglądało też I blok filmów z festiwalu z Banff (udostępnionych przez Krakowski Festiwal Górski).

Kolejny piątkowy wieczór przyniósł piękną prezentację Bogusława Kowalskiego, obrazującą jak wygląda wielościanowa wspinaczka w nowoczesnym wydaniu i to na jednej z najsławniejszych turni na świecie - Torres del Paine. Towarzyszący prezentacji film doskonale oddaje nastrój tej szalonej nieco eskapady ścianowej. W kolejnym bloku filmowym uwagę przykuły zwłaszcza dwie postacie – Adam Pustelnik i Marek Kamiński, którzy niejako „zeszli z ekranu” i po seansach pokazali się publiczności. Dało to możliwość przeprowadzenia interesujących rozmów, które zwłaszcza w przypadku Adama Pustelnika wspaniale uzupełniały materiał filmowy. Marek Kamiński  zaś z rozrzewnieniem i uśmiechem oglądał siebie w akcji podczas próby trawersowania Antarktydy przez kilkoma laty, gdy do kamery zwierzał się ze swoich dylematów, zmagając się samotnie z antarktycznymi przeciwnościami losu.

Program sobotni okazał się na tyle bogaty, że na dwa początkowe seanse mało się kto zdecydował, a szkoda, bo prezentowane filmy były naprawdę ciekawe. Wśród ulubionych filmów Zbyszka Piotrowicza wyróżniał się obraz „Everest, od morza do szczytu” o człowieku, który nie zapomniał jeszcze, co to znaczy prawdziwa przygoda. Z kolei blok filmów paralotniarskich Mirka Dembińskiego miał pomóc w selekcji materiału do filmu opartego na trzech zaprezentowanych obrazach. A więc w pewnym sensie był to seans „roboczy”. Mamy nadzieję, że efekty będą równie wspaniałe, jak z „roboczego” pokazu podczas ubiegłorocznego przeglądu filmu noszącego dziś tytuł „Praszczur”, który po pewnych przeróbkach nabrał właściwej formy i dziś święci triumfy na licznych festiwalach w kraju i za granicą. W Warszawie mieliśmy możliwość poznać osobiście owego niezwykłego Praszczura, czyli najstarszego glajciarza na świecie (czy też w kosmosie, jak mawia o sobie Janusz Orłowski).

Kolejnym mocnym punktem programu była opowieść Krzysztofa Wielickiego, prezentująca kulisy kolejnych wypraw zimowych, a jednocześnie z zapraszaniem na scenę kolejnych uczestników. W pamięci pozostanie podsumowanie wejścia Krzysztofa Wielickiego na Lhotse – „było to więc pierwsze wejście zimowe, pierwsze solowe, a także pierwsze w gorsecie usztywniającym kręgosłup, więc chyba trudno będzie ten rekord poprawić”.

Sobotni wieczór zamykał blok poświęcony w oryginalnym zamiarze wspomnieniom Piotra Morawskiego z wypraw na Shishę i Annapurnę. W ostatecznym kształcie zobaczyliśmy inspirującą diaporamę z wyprawy na południową ścianę Annapurny. Shisha Pangma pojawiła się zaś w nowym filmie Darka Załuskiego „Zimą na Shishę”. I choć ujrzeliśmy tylko wersję roboczą, to i tak śmiało można powiedzieć, że film ten dobrze rokuje, będąc podsumowaniem tej historycznej przecież, zdobywczej wyprawy. Na zakończenie wieczoru, niejako poza programem, zdarzyło się coś wyjątkowego. Otóż Piotr Pustelnik dał się namówić na relację z ostatniej wyprawy na Broad Peak, która miała tyleż dramatyczny, co humorystyczny przebieg (przynajmniej w oczach Piotra). Publiczność zaśmiewała się raz za razem, po celnych komentarzach Piotra komentujących kolejne zdarzenia.

Niedzielne pokazy cieszyły się ogólnie największym powodzeniem publiczności. Szkoda tylko, że na pierwszym pokazie zdjęć Bogdana Jankowskiego zebrała się w zasadzie „stara gwardia”, bo było to bez mała spotkanie z 50-letnią historią polskiego alpinizmu. Wspaniałe zdjęcia, wiele nieznanych powszechnie anegdot, sporo unikalnych archiwalnych nagrań. Mnie najbardziej przypadła do gustu opowieść o nieszczęsnym dziennikarzu amerykańskim, który w 1974 roku został wysłany do bazy pod Everestem, gdzie Polacy sfotografowali właśnie ślady yeti, z przykazaniem „bez zdjęcia yeti możesz nie wracać”. A że yeti gdzieś sobie poszedł, za owego stwora musiał się przebrać jeden z polskich alpinistów i w ten przemyślny sposób Amerykanin uratował swoją skórę.

Kolejny seans poświęcony był filmom naszego specjalnego gościa z Kanady – reżysera Geoffa Browne’a. Przy okazji na sali mieliśmy okazję gościć przedstawicieli Ambasady Kanady – z samym Panem Ambasadorem, który właśnie przed kilkoma dniami rozpoczął urzędowanie w Polsce. Głównym punktem programu był uroczy film „Call it Karma” (Nazwij to Karmą), przedstawiający niezwykłe losy tybetańskiego mnicha, który osiadł na Zachodzie ( a dokładniej w kanadyjskim Vancouver, skąd też wywodzi się nasz gość). Po filmie Geoff dał się namówić na garść wrażeń z kręcenia tego niezwykłego obrazu. Ze swadą opowiadał na przykład kłopoty z kręceniem poszczególnych ujęć w Tybecie, gdzie wielokrotnie nie mógł się porozumieć z lokalną ludnością. Wpadła wtedy na pomysł, by jeszcze w Vancouver nagrać polecenia dla „aktorów” ustami wspomnianego mnicha, które miały być odtworzone na miejscu. Ten finezyjny plan jednak po części się nie sprawdził, bo Geoff zapomniał, co znaczą poszczególne frazy wypowiadane po tybetańsku i na planie zapanował totalny chaos. Co ciekawe, Geoff nagrywał też rzucane ukradkiem szczere opinie o tym przedsięwzięciu lokalnych mnichów, które później tłumaczył mu ów główny bohater w Vancouver.  Równolegle z tym programem wyświetlane były też filmy udostępnione przez głównego sponsora festiwalu, firmę Marmot. Szkoda, że nie udało się pozyskać polskich wersji tych filmów, które w związku z tym nie do końca były czytelne.

Następny program – poświęcony Andrzejowi Zawadzie – wypełniła w dużej części opowieść Anny Milewskiej, która opowiedziała wiele barwnych historyjek związanych ze zdjęciami prezentowanymi na wystawie towarzyszącej przeglądowi. Były też inne wspomnienia – w tym Jana Serafina, który m.in. usprawiedliwiał trudny wybór zakończenia wiosennej wyprawy everestowskiej po dokonaniu pierwszego wejścia przez Kukuczkę i Czoka. 

Dużą popularnością cieszyły się niedzielne filmy z festiwalu w Banff, bo niemal każdy z nich mógłby być ozdobą niejednej imprezy górskiej.

Nasz przegląd zamknęła piękna opowieść o zmaganiu się z K2 Anny Czerwińskiej, gorąco przyjęta przez publiczność. Nieobecnego, choć zapowiadanego w programie Leszka Cichego zastąpił w ostatniej chwili Ryszard Pawłowski, który opowiedział o własnych losach wejścia na K2. Podobał się też film Darka Załuskiego, zrealizowany podczas tegorocznej wyprawy „Wszystko prawie o wyprawie”, w którym Anna Czerwińska odsłania kulisy organizacji takiego złożonego przedsięwzięcia, jakim jest wyprawa w góry wysokie. A potem pozostało już tylko losowanie nagród. Po raz kolejny sprawdził się tandem Hanka WiktorowskaRyszard Dmoch, wylosowany przez Annę Czerwińską jako zwycięzca nagrody głównej – namiotu ufundowanego przez firmę Bergson. Wspomniana para zgodnie przekazała nagrodę w ręce Anny Czerwińskiej, która z owego namiotu z pewnością zrobi dobry użytek podczas kolejnych wypraw.

Niejako na koniec chciałbym podziękować kilku firmom i wszystkim osobom, bez których impreza nasza zapewne miałaby zupełnie inny przebieg. Szczególnie Ambasadzie Kanady za zainteresowanie naszą imprezą i umożliwienie przyjazdu gościa z zagranicy. Wszystkim sponsorom, a zwłaszcza firmie Marmot, za wsparcie finansowe i programowe. Kilku młodym osobom – Ewelinie, Tamarze, Bartkowi i Marcinowi za ofiarną pomoc w trakcie trwania imprezy. A także całemu zespołowi kina Luna, które przez kilka dni zmagało się z tym nietypowym bądź co bądź przedsięwzięciem.

Mam też podziękowania szczególne - dla przedstawiciela firmy BENQ, który wstępnie zapewnił projektor na pokaz Bogdana Jankowskiego, a gdy okazało się, że główny projektor kinowy szwankuje, zgodził się wspaniałomyślnie użyczyć sprzęt na dalsze pokazy. Innym pozytywnym zaskoczeniem okazali się przedstawiciele serwisu internetowego turnia.pl, którzy w błyskawicznym tempie zbudowali witrynę przeglądową i do końca czuwali nad jej aktualizowaniem.

Mam nadzieję, że tegoroczne doświadczenia pozwolą na większy rozmach organizacyjny w przyszłym roku, zwłaszcza, że ogłoszono reaktywowanie zaprzyjaźnionego przeglądu w Lądku Zdroju (przekształcającego się w festiwal). Chętnie też nawiążę kontakt z nowymi prelegentami, autorami filmów i wszystkimi osobami i firmami, które mają ochotę włączyć się w organizację warszawskiej imprezy.

A więc do zobaczenia podczas kolejnej edycji przeglądu!


współorganizator WPFGiP:
Roman Gołędowski
goledowski@poczta.onet.pl